Pompy ciepła w Polsce: 445 tysięcy czy 855 tysięcy? Dlaczego statystyki tak bardzo się rozjeżdżają

Ile tak naprawdę pomp ciepła pracuje dziś w polskich domach? Odpowiedź na to pozornie proste pytanie okazuje się zaskakująco skomplikowana. W zależności od tego, do jakiego źródła sięgniemy, otrzymamy liczbę bliską 445 tysięcy albo nawet 855 tysięcy urządzeń. Rozstrzał sięgający ponad 400 tysięcy sztuk to nie drobna nieścisłość statystyczna, lecz sygnał, że w Polsce wciąż brakuje jednego, spójnego systemu monitorowania postępów elektryfikacji ciepłownictwa.
Dwie liczby, dwa zupełnie różne podejścia
Z jednej strony mamy Centralną Ewidencję Emisyjności Budynków, czyli oficjalny rejestr prowadzony na potrzeby administracji publicznej. Według stanu z początku sierpnia 2026 roku w bazie tej figurowało dokładnie 445 156 pomp ciepła, co odpowiada zaledwie około 3% spośród ponad 17,5 miliona zarejestrowanych źródeł ogrzewania w Polsce.
Z drugiej strony pojawił się raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w którym mowa jest o około 855 tysiącach pomp ciepła zainstalowanych w polskich gospodarstwach domowych do połowy 2026 roku. To niemal dwukrotnie więcej niż wynika z CEEB. Zestawienie tych dwóch wartości obok siebie rodzi naturalne pytanie: która liczba jest bliższa prawdzie i czy w ogóle da się je ze sobą porównywać?
CEEB to rejestr zgłoszeń, nie licznik sprzedaży
Kluczem do zrozumienia różnicy jest sposób funkcjonowania CEEB. Baza ta nie zbiera danych bezpośrednio od producentów, dystrybutorów czy firm instalatorskich. Opiera się wyłącznie na deklaracjach składanych przez właścicieli i zarządców budynków, którzy mają obowiązek zgłosić nowe źródło ciepła w ciągu 14 dni od jego uruchomienia.
W praktyce oznacza to, że CEEB pokazuje jedynie te pompy ciepła, które zostały formalnie zadeklarowane - nie zaś wszystkie urządzenia fizycznie zainstalowane i pracujące w polskich domach. Sam fakt zakupu i montażu pompy ciepła nie powoduje automatycznego wpisu do systemu. Jeśli właściciel zapomni o obowiązku zgłoszeniowym, zignoruje go lub po prostu nie jest świadomy takiej konieczności, urządzenie pozostanie niewidoczne w statystykach państwowych, mimo że realnie ogrzewa budynek.
Nie należy jednak zbyt pochopnie zakładać, że cała różnica - ponad 410 tysięcy urządzeń - to wyłącznie efekt niezgłoszonych instalacji. Równie istotną rolę odgrywają różnice metodologiczne i odmienny zakres analizowanych danych.
Jak Polski Instytut Ekonomiczny doszedł do 855 tysięcy?
W przeciwieństwie do CEEB, metodologia PIE jest transparentna i możliwa do prześledzenia krok po kroku. Instytut wyszedł od danych Europejskiego Stowarzyszenia Pomp Ciepła (EHPA), według których w 2024 roku w polskich domach funkcjonowało około 745 tysięcy urządzeń tego typu. Do tej liczby dodano następnie wolumen sprzedaży odnotowany w 2025 roku oraz w pierwszej połowie 2026 roku, otrzymując finalny szacunek na poziomie 855 tysięcy sztuk.
To podejście typowo rynkowe - bazuje na danych sprzedażowych i statystykach branżowych, a nie na administracyjnych zgłoszeniach. Ma swoje mocne strony, bo lepiej odzwierciedla realną skalę rynku i tempo jego wzrostu, ale jednocześnie obarczone jest własnymi ograniczeniami, takimi jak konieczność szacowania liczby urządzeń wycofanych z eksploatacji czy wymienionych na nowsze modele.
Dlaczego ta rozbieżność ma znaczenie dla branży?
Różnica rzędu 410 tysięcy urządzeń to nie tylko ciekawostka statystyczna. To realny problem dla wszystkich, którzy podejmują decyzje na podstawie danych o rynku pomp ciepła - od twórców polityki energetycznej, przez samorządy planujące programy wsparcia, po inwestorów i producentów oceniających potencjał rozwoju branży.
Jeśli oficjalne statystyki systematycznie zaniżają rzeczywistą liczbę działających instalacji, to skala elektryfikacji ogrzewania w Polsce może być w istocie znacznie większa, niż wynika z danych rządowych. Ma to bezpośrednie przełożenie na planowanie inwestycji w sieci elektroenergetyczne, prognozowanie zapotrzebowania na moc czy ocenę efektywności programów dofinansowań, takich jak Czyste Powietrze czy Moje Ciepło.
Potrzeba jednego, spójnego systemu
Ta sytuacja pokazuje wyraźnie, że polski rynek OZE potrzebuje dziś nie tylko rozwoju technologii, ale też lepszej infrastruktury informacyjnej. Bez rzetelnego, aktualnego i kompletnego systemu monitorowania liczby zainstalowanych pomp ciepła trudno prowadzić racjonalną politykę energetyczną czy realistycznie planować transformację sektora ciepłowniczego.
Rozwiązaniem mogłoby być powiązanie CEEB z danymi sprzedażowymi producentów i dystrybutorów, wprowadzenie automatycznych zgłoszeń podczas procesu instalacji lub uruchomienia urządzenia, a także okresowe badania weryfikacyjne prowadzone niezależnie od deklaracji właścicieli budynków. Dopóki jednak takiego mechanizmu zabraknie, branża i decydenci będą musieli godzić się z tym, że odpowiedź na pytanie "ile pomp ciepła działa w Polsce" pozostanie kwestią wyboru źródła danych, a nie jednoznacznym faktem.
Podsumowanie
Według danych CEEB w Polsce działa 445 156 pomp ciepła, podczas gdy raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego mówi o około 855 tysiącach urządzeń. Różnica wynika z metodologii - CEEB to rejestr zgłoszeń właścicieli budynków, który jest niekompletny, natomiast PIE szacuje rzeczywistą liczbę instalacji na podstawie danych rynkowych i sprzedażowych. Oznacza to, że realna skala elektryfikacji ogrzewania w Polsce jest prawdopodobnie znacznie wyższa niż wskazują oficjalne rejestry administracyjne.