Spóźnione dokumenty w Czystym Powietrzu. Sąd: to nie powód, by oddawać dotację

Kiedy formalność zamienia się w wielotysięczny dług
Właściciele domów jednorodzinnych, którzy korzystali z programu Czyste Powietrze, coraz częściej mierzą się z sytuacją, jakiej nie spodziewali się na etapie podpisywania umowy o dofinansowanie. Inwestycja została wykonana, dom ocieplony, piec wymieniony - a mimo to na skrzynkę pocztową trafia wezwanie do zwrotu środków liczone w dziesiątkach tysięcy złotych. Z takim właśnie przypadkiem zmierzył się klient reprezentowany przez adwokata Marcina Wolskiego, który na co dzień prowadzi spory z wojewódzkimi funduszami ochrony środowiska.
Sprawa dotyczyła starszego beneficjenta, który powierzył firmie wykonawczej nie tylko prace termomodernizacyjne, ale i pełną obsługę formalną związaną z dotacją. Roboty budowlane wykonano bez zastrzeżeń. Kłopoty zaczęły się dopiero przy rozliczeniu - komplet dokumentów dotarł do WFOŚiGW z opóźnieniem sięgającym około trzech tygodni. Dla funduszu było to wystarczające, by wypowiedzieć umowę i domagać się zwrotu kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Wyrok korzystny dla właściciela domu
16 września sąd oddalił powództwo WFOŚiGW o zapłatę. Linia obrony opierała się na argumencie, że cel umowy - czyli faktyczna termomodernizacja budynku - został osiągnięty, a opóźnienie w dostarczeniu papierów miało charakter wyłącznie formalny. Zdaniem pełnomocnika taka zwłoka nie może uzasadniać najsurowszej możliwej sankcji, jaką jest żądanie zwrotu całej kwoty wsparcia.
Adwokat Marcin Wolski podkreśla, że niedotrzymanie terminu to zupełnie co innego niż niewykonanie umowy. To rozróżnienie może mieć znaczenie w kolejnych, podobnych sporach - choć jak zastrzega sam prawnik, każda sprawa jest oceniana indywidualnie, a jeden wyrok nie tworzy jeszcze trwałej linii orzeczniczej obowiązującej we wszystkich sporach związanych z programem.
Kto naprawdę trzymał pieniądze w ręku
Historia ta obnaża słabość dawnego mechanizmu prefinansowania stosowanego w programie. Zaliczka na inwestycję wpływała bezpośrednio na konto wykonawcy, ale stroną umowy z funduszem pozostawał właściciel nieruchomości. Skutek? Gdy pojawiał się problem z rozliczeniem, to on - a nie firma faktycznie dysponująca pieniędzmi - otrzymywał wezwanie do zapłaty.
Jak zauważa adwokat, samo określenie "zwrot środków" bywa mylące w takich przypadkach. Osoba, która nigdy fizycznie nie widziała tych pieniędzy, zostaje zobowiązana do sfinansowania z własnych oszczędności kwoty, którą realnie otrzymał ktoś inny.
Co to oznacza w praktyce dla beneficjentów
- Wezwanie do zwrotu dotacji nie jest wyrokiem - warto sprawdzić, czy inwestycja rzeczywiście została zrealizowana zgodnie z umową.
- Opóźnienie w dokumentacji to inna kategoria naruszenia niż brak wykonania prac lub oszustwo wykonawcy.
- Jeśli formalności prowadziła firma wykonawcza, dobrze jest zebrać dowody na to, komu faktycznie przekazano środki.
- Przed dobrowolną spłatą warto skonsultować sprawę z prawnikiem specjalizującym się w sporach z funduszami ochrony środowiska.
Regulamin dostępny w sieci a realna wiedza starszego beneficjenta
W toku postępowania pojawił się też wątek, na ile przeciętny, starszy wiekiem uczestnik programu mógł samodzielnie zrozumieć jego skomplikowane zasady. Wykonawca zapewniał klienta, że bierze udział w rządowym programie i nie musi zajmować się papierologią. Fundusz z kolei argumentował, że regulamin był ogólnodostępny w internecie, więc każdy beneficjent powinien znać swoje obowiązki.
To pokazuje szerszy, systemowy problem: rozbudowane, techniczne zasady programu bywają trudne do ogarnięcia dla osoby, która z reguły w całości oddaje formalności w ręce wykonawcy. Adwokat przyznaje, że samo wytłumaczenie klientowi, na czym polega roszczenie funduszu, zajęło godzinną rozmowę dwóch prawników.
Gdy wykonawca w ogóle nie ruszył z pracami
Kancelaria prowadzi równolegle inną sprawę, wynikającą z tego samego mechanizmu prefinansowania, choć o innym przebiegu. Tym razem wykonawca pobrał zaliczkę i nie wykonał żadnych prac. W styczniu 2026 roku sąd karny skazał go za oszustwo, nakazując zwrot pobranej kwoty na rzecz funduszu. Mimo to, zanim zapadł ten wyrok, roszczenia o zwrot środków kierowano również do beneficjenta - osoby, która sama padła ofiarą nieuczciwego kontrahenta.
Ustawa jako łatka na wadliwy system
Skala problemów wynikających z dawnego systemu prefinansowania skłoniła rząd do przygotowania odrębnej ustawy. Projekt przewiduje możliwość zawieszenia dochodzenia nierozliczonych środków, a po spełnieniu określonych warunków - całkowite zwolnienie beneficjenta z obowiązku spłaty. Wojewódzkie fundusze mają też otrzymać skuteczniejsze narzędzia do ściągania należności bezpośrednio od nierzetelnych wykonawców, zamiast od poszkodowanych właścicieli domów.
Prace legislacyjne są już zaawansowane - pierwsze czytanie odbyło się 3 września, a 16 września połączone komisje sejmowe przedstawiły sprawozdanie w druku nr 3104. Jak podsumowuje adwokat Marcin Wolski, problem narodził się na poziomie regulaminu, a naprawiany jest dopiero ustawą - co samo w sobie pokazuje skalę błędów konstrukcyjnych pierwotnego mechanizmu.
Czego nauczy nas ta sprawa
Opisany wyrok nie oznacza, że każde wezwanie do zwrotu dotacji da się skutecznie podważyć. Sprawy różnią się diametralnie - inna jest sytuacja opóźnienia w papierach, a inna niewykonania inwestycji czy oszustwa wykonawcy. Niemniej precedens pokazuje, że drobne uchybienie formalne nie musi automatycznie kończyć się utratą całego dofinansowania.
Dla osób, które dostały pismo z WFOŚiGW, wniosek jest prosty: samo wezwanie do zwrotu nie przesądza jeszcze o zasadności roszczenia. Zanim zdecydują się na dobrowolną spłatę, warto dokładnie przeanalizować okoliczności swojej sprawy i skonsultować się z prawnikiem.
Podsumowanie
Sąd oddalił powództwo WFOŚiGW o zwrot dotacji z programu Czyste Powietrze w sprawie, gdzie jedynym uchybieniem było trzytygodniowe opóźnienie w dostarczeniu dokumentów rozliczeniowych, mimo że inwestycję termomodernizacyjną wykonano prawidłowo. Sąd uznał, że opóźnienie formalne nie jest równoznaczne z niewykonaniem umowy i nie uzasadnia najsurowszej sankcji, jaką jest żądanie zwrotu całej kwoty dofinansowania. Wyrok nie tworzy jednak trwałej linii orzeczniczej, bo każda sprawa oceniana jest indywidualnie.