Ile faktycznie zarabia prosument na nadwyżkach prądu? Net-billing rozczarowuje, a resort nie planuje rewolucji

Problem, z którym mierzy się każdy właściciel paneli
Coraz więcej osób posiadających instalację fotowoltaiczną zadaje sobie to samo pytanie: co tak naprawdę dzieje się z energią, która w słoneczne dni trafia z ich dachu do sieci? Odpowiedź bywa rozczarowująca. Wartość nadwyżek potrafi być symboliczna, a czasem wręcz zerowa, co dla wielu gospodarstw domowych oznacza, że zwrot z inwestycji w panele rozkłada się na znacznie dłuższy czas, niż pierwotnie zakładano. Odpowiedzialny za taki stan rzeczy jest mechanizm net-billingu, który od kilku lat zastąpił dużo korzystniejszy system opustów.
Skąd bierze się różnica w opłacalności
Aby zrozumieć źródło frustracji prosumentów, trzeba cofnąć się do momentu zmiany przepisów. Osoby, które zgłosiły przyłączenie mikroinstalacji przed 1 kwietnia 2022 roku, wciąż korzystają z systemu opustów, czyli net-meteringu. Mechanizm ten działa na zasadzie ilościowej wymiany: za każdą kilowatogodzinę oddaną do sieci prosument może odebrać 0,8 kWh, jeśli moc instalacji nie przekracza 10 kW, lub 0,7 kWh przy instalacjach do 50 kW. Ważne jest to, że opust pokrywa nie tylko koszt samej energii, ale również opłaty dystrybucyjne, co znacząco poprawia rachunek ekonomiczny inwestycji.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja osób, które zgłosiły instalację po 31 marca 2022 roku - one obowiązkowo trafiają do systemu net-billingu. Tutaj energia wprowadzona do sieci nie jest przeliczana na kilowatogodziny, lecz wyceniana w złotówkach, według cen rynkowych: miesięcznych (RCEm) albo godzinowych (RCE). Uzyskane środki lądują w tzw. depozycie prosumenckim, z którego można opłacić wyłącznie energię czynną - nie da się z niego pokryć kosztów dystrybucji. Co więcej, jeśli środki z depozytu nie zostaną wykorzystane w ciągu 12 miesięcy, większość z nich po prostu przepada. Prosument odzyskuje wtedy zaledwie 20, a w niektórych przypadkach 30 procent ich wartości.
Co to oznacza w praktyce dla portfela prosumenta
- Energia oddana do sieci w godzinach szczytu produkcji fotowoltaicznej bywa wyceniana blisko zera, a czasem osiąga wartości ujemne.
- Współczynnik korygujący 1,23, który miał zrekompensować niskie ceny RCE, w praktyce nie rozwiązuje problemu w najbardziej niekorzystnych momentach.
- Bez magazynu energii trudno w pełni wykorzystać wyprodukowany prąd na własne potrzeby, co ogranicza opłacalność instalacji.
- Niewykorzystane środki z depozytu po roku w dużej części przepadają, co dodatkowo obniża realny zysk z inwestycji.
Rynek już zareagował - mniej instalacji, więcej magazynów
Skutki wprowadzenia net-billingu widać wyraźnie w danych rynkowych. Od 2022 roku liczba nowo montowanych instalacji fotowoltaicznych systematycznie spada, a obecny rok przynosi najsłabsze wyniki od dłuższego czasu. Równolegle bardzo dynamicznie rośnie sprzedaż domowych magazynów energii, co zresztą było jednym z celów, jakie przyświecały twórcom reformy. Kłopot w tym, że dla wielu gospodarstw domowych koszt zakupu magazynu wciąż jest poważną barierą finansową. Bez niego opłacalność fotowoltaiki w nowym systemie rozliczeń pozostaje mocno ograniczona.
Resort: to system rynkowy, nie nieopłacalny
Ministerstwo Klimatu i Środowiska, zapytane o możliwość zmiany zasad net-billingu, jasno komunikuje, że obecnie nie prowadzi prac legislacyjnych zmierzających do gruntownej przebudowy systemu. Urzędnicy podkreślają, że mechanizm opiera się na podejściu rynkowym, które ma odzwierciedlać realną wartość energii w danym momencie doby.
Resort nie zgadza się z tezą, że system jest nieopłacalny. W jego ocenie decydujące znaczenie ma poziom autokonsumpcji - im więcej energii prosument zużyje bezpośrednio na własne potrzeby, zamiast oddawać ją do sieci, tym lepszy będzie finansowy bilans inwestycji. Takie stanowisko pokazuje wyraźnie, w którą stronę zmierza polityka wobec energetyki prosumenckiej: stawia się na rozwój magazynów energii i lepsze zarządzanie zużyciem własnym, a nie na powrót do modelu opartego na hojnych opustach.
Zmiany, które już wprowadzono
Warto pamiętać, że system net-billingu nie jest zupełnie zamrożony - był już wcześniej korygowany. Nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii z listopada 2024 roku wprowadziła kilka praktycznych ułatwień. Prosumenci, którzy weszli do net-billingu przed 30 czerwca 2024 roku, zachowali prawo do rozliczania się według cen miesięcznych RCEm, z możliwością dobrowolnego przejścia na ceny godzinowe RCE. Ci, którzy zdecydują się na taki krok, mogą liczyć na wyższy, 30-procentowy zwrot niewykorzystanych środków z depozytu. To właśnie wtedy wprowadzono również wspomniany współczynnik 1,23, który miał zwiększyć wartość gromadzonych środków.
Co z milionem prosumentów w starym systemie
Osobną i coraz pilniejszą kwestią pozostaje los ponad miliona prosumentów, którzy wciąż rozliczają się w systemie opustów. Najdłużej korzystający z net-meteringu robią to od połowy 2016 roku, a przepisy przewidują dla tego mechanizmu 15-letni okres ochronny. W praktyce oznacza to, że pierwsze osoby zaczną wypadać z systemu opustów już za kilka lat.
Na pytanie, jaki model rozliczeń czeka tę grupę po zakończeniu okresu ochronnego, ministerstwo nie ma jeszcze gotowej odpowiedzi. Resort informuje, że temat jest analizowany z uwzględnieniem sytuacji rynkowej, możliwości technicznych sieci energetycznej oraz dotychczasowych doświadczeń związanych z rozwojem energetyki prosumenckiej w Polsce. Zapewnia jednocześnie, że wszelkie decyzje w tej sprawie zostaną skonsultowane społecznie i ogłoszone z odpowiednim wyprzedzeniem, tak aby prosumenci mieli realny czas na przygotowanie się do nowych zasad.
Co dalej z rozliczeniami prosumenckimi
Dla setek tysięcy gospodarstw domowych, które zdecydowały się na fotowoltaikę licząc na wieloletnie korzyści z opustów, brak konkretnych zapowiedzi dotyczących przyszłości rozliczeń pozostaje źródłem realnej niepewności. Nie wiadomo jeszcze, czy kolejna reforma przyniesie rozwiązania zbliżone do dzisiejszego net-billingu, czy może zupełnie inny model rozliczeń. Do tego czasu najbardziej praktyczną strategią dla obecnych i przyszłych prosumentów pozostaje maksymalizacja autokonsumpcji, rozważenie inwestycji w magazyn energii oraz bieżące śledzenie zapowiadanych zmian legislacyjnych.
Podsumowanie
Prosumenci rozliczani w systemie net-billing sprzedają nadwyżki prądu po cenach rynkowych (RCE lub RCEm), a środki trafiają do depozytu prosumenckiego, z którego można opłacić wyłącznie energię czynną, nie dystrybucję. Jeśli depozyt nie zostanie wykorzystany w 12 miesięcy, prosument odzyskuje jedynie 20-30 procent jego wartości, co znacząco obniża opłacalność inwestycji w porównaniu z wcześniejszym systemem opustów. Ministerstwo Klimatu uznaje system za rynkowy i nie planuje w najbliższym czasie zmian w przepisach.